RELACJE Z REJSÓW
|  Strona główna  |  Relacje z rejsów   |    

Sprint do Dubrownika

Trochę sportowych emocji, czyli Zadar-Dubrownik-Zadar w 2 tygodnie.

Zdobywamy Dubrownik!- tak brzmiała deklaracja załogi, kiedy jeszcze przed rozpoczęciem rejsu przedstawiłem propozycję wrześniowej trasy. Trzeba powiedzieć, że bez tego zdeterminowania, nie dopłynęlibyśmy tak daleko na południe. Ramy czasowe 2 - tygodniowej przygody są bezwzględnie określone, a każdy ewentualny dzień zwłoki przy opóźnieniu oddania jachtu czarterodawcy, wiąże się z przykrymi konsekwencjami finansowymi.

Dlatego też niewiele osób ruszając z Zadaru decyduje się na dotarcie do Dubrownika, zostawiając sobie trochę wolnego na włóczęgę między urokliwymi wyspami. My mieliśmy deklarację. Osobiście nie polecam tego rodzaju pływania tym, którym daleko do bicia żeglarskich rekordów, a w żaglach najważniejszymi wartościami, jakie sobie cenią, są święty spokój i wypoczynek. Obsada jachtu Delta1 (Sas 39) musiała się nieźle napracować, żeby osiągnąć Dubrownik, ale wszyscy zgodnie uważamy, że było warto.

Nie znaczy to oczywiście, że podczas dwóch żeglarskich tygodni zamieniliśmy się w regatowy "team" żeglarski, jednak duże długie odcinki pokonywane bez zawijania do portów, pływanie nocą, połączone ze stale wiejącym przeciwnym wiatrem (tegoroczne warunki pogodowe udowodniły, że Chorwacja to nie tylko błękitne bezchmurne niebo i temperatury powyżej 25C) przypominało bardziej żeglowanie bałtyckie, niż to przyjęte na ciepłych wodach Adriatyku.

Trzeba też powiedzieć, że dzięki napiętej marszrucie, obok kolejnych postojów, udało nam się po drodze wygospodarować pełne 2 doby na przerwy: wyspa Vis w drodze do Dubrownika i Korcula w trakcie powrotu. 
Fakt, że po zakończeniu rejsu wszyscy mieli jeszcze ochotę na pamiątkowe wspólne zdjęcie, świadczy o tym, że byliśmy zadowoleni z wyprawy i że taka forma pływania sprawdziła się dla tej konkretnej załogi. Jeszcze przez kilka następnych tygodni z rozrzewnieniem wspominaliśmy wypływanie z marin o 3 w nocy i zdziwione twarze adriatyckich jachtsmenów, którzy pytając nas podających cumy na ląd o 0600, o której wypłynęliśmy, otrzymywali odpowiedź: "wczoraj rano"…

Sas 39- jacht dla Polaków

Z pewnością nie znajdziemy na całym chorwackim wybrzeżu jachtu, na którym przy takiej długości można by "upchnąć" tyle osób załogi. Z punktu widzenia finansowego, dla mniej zamożnych żeglarzy rodzi to możliwość bardzo korzystnego rozłożenia kosztów, jednak amatorów pływających pałaców trzeba przestrzec, że Sas 39 nie jest jachtem budowanym wyłącznie dla komfortu jego użytkowników. 

Nie znaczy to jednak, że należy się spodziewać jednostki całkowicie niefunkcjonalnej i pozbawionej wygód. Na jachcie, zarekomendowanym nam przez Kpt. Kajdewicza (Azymut Czarter), znajdowały się 2 toalety, obszerny, dobrze wyposażony kambuz, niezbędne zaplecze nawigacyjne (echosonda, GPS, radiostacja VHF, autopilot- zwany pieszczotliwie mądrym Jasiem), a sprawnie rolowane żagle i niezawodny mocny silnik Janmar (co prawda, pomimo tego, że jako jednostki napędowe

znane są ze swojej trwałości nie obeszło się bez drobnej usterki,  którą jednak szybko usunęliśmy) pozwalały na sprawne prowadzenie jachtu. Zaletą, która szybko się ujawnia, są dość dobre walory nautyczne jachtu. Jego duża powierzchnia ożaglowania, połączona ze smukłym, stosunkowo lekkim kadłubem o małej powierzchni zmoczonej pozwalał zwykle na wyprzedzanie innych jednostek o podobnej długości.
 

Z ciepłym pozdrowieniem dla Wszystkich Żeglarzy wód słonych i słodkich,

Artur Wilkin 
Stowarzyszenie Rozwoju Turystyki Specjalistycznej
"TASK"

Powrót do "Relacji z rejsów" 

AZYMUT
Ul. Lucjana Rudnickiego10/71, 01-858 Warszawa
E-mail: azymut@azymutczarter.com.pl
Tel/fax: 022/639 74 74; kom. 0-602 468 455