RELACJE Z REJSÓW
|  Strona główna  |  Relacje z rejsów   |    

Przez Dodekanez i Cyklady 

Notatki z podróży  
Rodos - Ateny 3-17 Października 2005. 
Jacht Crete Oceanis 393 z firmy Vernicos Yachts. 

1. Rodos 

Rodos

Na Rodos lądujemy o zachodzie słońca. Z lotniska do miasta kawałek drogi (bodajże 15 km). Taksówka kosztuje 14 EUR, więc już nie szukamy autobusu. Zajeżdżamy prosto na keję, gdzie już czeka jacht. Umawiamy się na odbiór rano, wrzucamy bagaże i ruszamy powłóczyć się po mieście. 

Wspaniałe Stare Miasto wewnątrz murów obronnych. Warto poświęcić kilka godzin na spacer i obejrzenie co ciekawszych budowli. 
Centrum zatłoczone, mnóstwo sklepów i straganów. Totalna cepeliada, więc warto pójść trochę dalej - w spokojniejsze zaułki, gdzie i knajpki jakby ciut tańsze.
Odradzamy restaurację tuż przy marinie, gdzie kapela przygrywa Niemcom do kotleta a ceny 
2x wyższe od przeciętnych. 

Tuż przy kei dwa markety, toalety i prysznice (bezpłatne), biura firm czarterowych. 
Następnego dnia po odbiorze jachtu postanawiamy pojechać na wycieczkę. Przedstawiciel armatora na naszą prośbę błyskawicznie załatwia nam auto od znajomej firmy. 7-osobowy klimatyzowany Fiat Doblo z pełnym ubezpieczeniem to 90 EUR. Samochód podjeżdża pod sam jacht. Sympatyczny jegomość wskakuje na pokład z gotową umową i terminalem do kart płatniczych i w 5 minut załatwiamy formalności. 

Lindos

Jedziemy do Lindos, gdzie zwiedzamy pięknie położony Akropol (wstęp 6 EUR). Ruiny "w budowie", ale widok z góry fantastyczny. 
W obie strony trzeba się przedzierać przez wąskie uliczki, gdzie panuje cepeliada chyba jeszcze większa niż w Rodos. Na szczęście odkrywamy sympatyczną knajpkę na dziedzińcu starego pięknego domu kapitańskiego, gdzie możemy odpocząć po trudach. 

Zjeżdżamy jeszcze niżej na plażę w ładnie położonej zatoczce, gdzie zaliczamy pierwszą kąpiel. W drodze powrotnej jedziemy w poprzek przez interior. Odwiedzamy miejsce zwane 7 źródeł - zdecydowanie przereklamowane. Wracamy do Rodos na następny wieczorny spacer po porcie i Starym Mieście. Auto zostawiamy na kei, z kluczykami pod wycieraczką. Następnego dnia rano wyruszamy, kierując się w stronę Symi. 

2. Symi

Symi

Po drodze cały czas widoczny brzeg turecki, zahaczamy o tureckie wody terytorialne, spotykamy kilka kanonierek i jeden okręt podwodny. 
W Symi, zgodnie z zaleceniami podanymi w locji, rzucamy kotwicę dość daleko od nabrzeżą i udaje nam się stanąć bez kłopotu. Sympatyczne małe miasteczko bez wielkich atrakcji. 
Postój 3 EURO, woda 12 EUR/1000l.
Rano wychodzimy zaraz po wschodzie słońca i - kierunek Nissiros. 


3. Nissiros

Krater wulkanu w Nissiros

Stajemy w małym porciku Pali. 
Największa atrakcja wyspy to wulkan, do którego dojeżdża się autobusem za 2 EUR (w obie strony). Kierowca daje 1 do 1,5 godz. na zwiedzenie krateru i zwozi z powrotem do wioski. 
Można zejść na samo dno krateru i obejrzeć (oraz powąchać) kolorowe opary siarki i gotujące się błoto. Jajko zagrzebane w gorącym piachu po kilku minutach jest gotowe! 
Sam porcik sympatyczny, choć bardzo mały. Jeden sklep i 3 knajpki, z których sprawdzamy jedną prowadzona przez Australijkę. Dobre czerwone wino 4 EUR /l. Obok portu piaszczysta plaża. 
Wielu turystów zwiedza wulkan i wioski na szczycie za pomocą wypożyczanych na miejscu skuterów. Można wtedy zwiedzić jeszcze wioskę na szczycie i zatrzymać się na dłużej by podziwiać fantastyczne widoki. 

4. Astipalea

Astipalea

Mały porcik, bez żadnej infrastruktury. Nie ma wody ani prądu ale też postój bezpłatny. Locja pokazuje, że są dwa miejsca przy małej kei, ale jest płytko i jachty stają na kotwicy, najwyraźniej nie chcąc ryzykować. Morze jest spokojne, więc nasz kapitan jednak postanawia spróbować i spokojnie cumujemy. 
Łowiący w pobliżu ryby człowiek, oceniony przez nasze panie jako typowy Grek, wita nas swojskim "dzień dobry", gdyż, jak się okazuje, pochodzi z Milicza. 
Rekomenduje nam pobliską knajpkę na plaży i faktycznie - jedzenie i wino wyśmienite. W pobliżu kei sklepik i piekarnia. 
Wdrapujemy się na wzgórze i po ciemku zwiedzamy ruiny zamku i stare miasto. 
Rano niektórzy powtarzają ten wyczyn i za dnia podziwiają piękne widoki z góry. 
Po śniadaniu ruszamy na Tirę. 

5. Tira (Santorini) 

Tira

Do starego portu Scala Fira dochodzimy już po ciemku. Próbujemy rzucać kotwicę, ale nie trzyma - jak ostrzegano. Widzimy boję, ale stoi przy niej statek, którego załodze nie bardzo podoba się pomysł dzielenia jej z nami, więc odpływamy. 
Znajdujemy pławę - wielką metalową beczkę o średnicy ok. 4 m i próbujemy się do niej podczepić. Nie starcza nam wszystkich cum, żeby zacumować rufą do nabrzeża. Poza tym jest duży rozkołys i wiatr dopychający, a resztki cum wiszących z "beczki" sugerują, że przetarcie się liny na jej brzegu jest dość prawdopodobne. 

W końcu cumujemy przy beczce za pomocą łańcucha kotwicznego. 
Przetrzeć się nie przetrze, ale jest inne niebezpieczeństwo - gdy wiatr słabnie, ciężar łańcucha ściąga nas do beczki, co przy dużym rozkołysie grozi rozwaleniem kosza dziobowego. Przez całą noc pełnimy wachty, odpychając się co jakiś czas bosakiem. 
To najbardziej stresujący postój z całego rejsu. 
Rano płyniemy do nowej mariny Vlikhada i tam wreszcie spokojnie stajemy. Postój 10 EUR, w tym prąd i woda. 2 razy dziennie przyjeżdża beczkowóz i zasila instalację wodociągową. Uwaga! Woda odsalana! 

Nad mariną knajpki, polecamy Dimitrisa, który przy zamówieniu kolacji oferuje gratis prysznic w swoim pensjonacie. Tam też można zamówić auto z zaprzyjaźnionej firmy. Mini van (Opel Zafira) - 50 EUR za dobę z OC (AC za dopłatą 15EUR).
Przy tejże knajpce przystanek autobusu, którym można dojechać do stolicy - Firy. 
Samochodem zwiedzamy wyspę. Eksploracja średnio udana, bo Archeological Site Akrotiri okazuje się nieczynne, a Starą Tirę zamykają o 14.30 i docieramy za późno. Po drodze, w zupełnej dziczy znajdujemy niezłą knajpkę z kelnerem Polakiem. 
Solicę - Firę zwiedzamy dwukrotnie - za dnia i po zapadnięciu zmroku. Miasteczko męczące - zatrzęsienie sklepików i knajpek, tłum ludzi, drożyzna, ale widok z góry - naprawdę fantastyczny! 

6. Amorgos

Klasztor na Amorgos

Stajemy wieczorem w Katapoli. Na nabrzeżu kilka knajpek i marketów. Większy ruch, bo jest przystań promowa. Podobno jest na kei woda. Za postój nie płacimy nic. W pierwszym sklepie spotykamy niespodziewanie znajomych z Polski. W pizzerii, obok której stoimy, pracują dwie Polski, więc robi się mała imprezka. 
Rano, nieco zmęczeni, wyruszamy na zwiedzanie największej atrakcji wyspy - klasztoru na skałach. To kawałek drogi od portu, po drugiej stronie wyspy, na szczęście znajomi mają wypożyczony samochód i podwożą nas na miejsce. 

Klasztor rzeczywiście niezwykły a widoki z góry zapierają dech. Po zwiedzaniu sympatyczni, acz niezbyt gadatliwi mnisi, częstują nalewką własnej roboty i jakimś ciastem-galaretką. Ciekawe, choć potwornie słodkie i niespecjalnie wchodzi niektórym po wczorajszej dawce Metaksy. Ale honoru bandery nikt nie splamił. 
Uwaga praktyczna - klasztor można zwiedzać w godz. 8-13 i 17-19. Nie wolno wchodzić w krótkich spodniach, a panie muszą być w spódnicach albo czymś co je imituje. Kiedyś mnisi dawali jakieś okrycia, ale teraz trzeba mieć coś ze sobą. 

W drodze powrotnej, już cały czas na piechotę, zwiedzamy przepiękną Horę. 
Na jednym z placyków przyciąga nas knajpka w cieniu drzew. Z powieszonych wśród gałęzi głośników sączy się muzyka. Akustyka tego miejsca jest niesamowita. W sezonie odbywają się tam koncerty. 100 m wyżej trafiamy na opisywany w przewodnikach najmniejszy kościółek na wyspie. Jest też małe muzeum, ale samo włóczenie się po wąskich uliczkach pośród biało-niebieskich domów to spora przyjemność. 
Następnego ranka wyruszamy do Naxos. 

7. Naxos

Naxos

Największa wyspa. Duży port i pełna cywilizacja. Przy porcie tłoczno i nieciekawie, ale stare miasto dość sympatyczne. Za 7 EUR można w miejscowym muzeum obejrzeć występy regionalnego zespołu prezentującego tradycyjne tańce i śpiewy, połączone z degustacją wina. 
Polecam tawernę ONIROS, położoną na dachu jednego z domów starego miasta, z ładnym widokiem na port.
Opłata za postój w porcie 5 EUR, dopłata za prąd 1 EUR, woda 5 EUR/1000 l. 



8. Mykonos 

Mykonos

Stajemy w nowej marinie, jakieś 2 km od miasta. Marina najwyraźniej w budowie. Brak wody i prądu, ale postój bezpłatny. Za to obok nowe wielkie nabrzeże dla ogromnych statków wycieczkowych, które pojawiają się pod wieczór i wyrzucają tłumy, które pakują się do autokarów i jadą zwiedzać miasto. Przy tym porcie jest mała prywatna marina i budyneczek z WC, z którego można swobodnie korzystać. Pewnie można by wziąć i prysznic, gdyby udało się znaleźć obsługę.

Wyruszamy na wieczorny podbój miasta (autobus 1 EUR, taksówka 4.50) . Miasteczko piękne, ulice pokręcone - wszystko zgodnie z opisem w przewodniku. 
Trochę tłoczno, no ale to jedno z najpopularniejszych wysp. Oglądamy słynne wiatraki i siadamy na chwilę aby przetestować miejscowe wino. 
Test, jak zwykle zresztą, wypada pomyślnie ;-) 
Natępnego dnia - wycieczka na Delos. 

9. Delos

Na Delos trzeba popłynąć stateczkiem (45 minut, 7 EUR w obie strony) . Jachty nie mogą tam dobijać. Starożytne miasto, niegdyś zapewne piękne, z bardzo dobrze zachowanymi fragmentami infrastruktury, ciekawe domy z fragmentami mozaikowych posadzek. Interesujące muzeum. Warto poświęcić pół dnia, żeby poczuć atmosferę starożytnej Grecji. 
Wracamy na Mykonos, po którym jeszcze się trochę powłóczymy. 
Wczesnym popołudniem powrót na jacht i krótki przelot do Tinos. 

10. Tinos

Duże miasto. Port praktycznie przy głównej ulicy, więc hałas i duży ruch do późna. 
Na kei woda i prąd, ale niełatwo upolować gościa, który ma klucze. Wieczorem jest do 20, rano przychodzi o 9, co nie oznacza, że w miedzyczasie cały czas tam dyżuruje. 
Od portu ciągnie się w górę długa ulica dochodząca do słynnego na wyspach sanktuarium. Od wczesnego rana na górę ciągną tłumy pielgrzymów, część z nich - na kolanach (mają do tego osobny pas jezdni wyłożony dywanikiem). 
Wieczorem oglądamy świątynię tylko z zewnątrz. 
Rano po zatankowaniu wody odbijamy i płyniemy na Kea. 

11. Kea

Mały spokojny porcik Vourkari, 3 knajpy i mały kiepsko zaopatrzony sklep. 
Komentarz kolegi: "Piękne miejsce - nic do zwiedzania, można odpocząć" ;-).
Postój bez opłat, wody ani prądu nie szukaliśmy. 

12. Varikiza

Płyniemy w kierunku Aten. 
Szybko osiągamy Przylądek Saunion, podziwiamy z wody wspaniałą świątynię Posejdona na szczycie. Po wpłynięciu do Zatoki Sarońskiej wyraźna zmiana pogody. Nagle cichnie wiatr, wraca lato! 
Postanawiamy jeszcze zatrzymać się na noc po drodze. Bez problemu załatwiamy telefonicznie przesunięcie odbioru od 2 godziny i stajemy w porciku Varikiza. 
To już prawie przedmieście Aten. Kończy się weekend, więc szeroka czteropasmówka wzdłuż wybrzeża zatłoczona. Mało ciekawie, za to z zaopatrzeniem na pewno nie ma kłopotu. W bocznej uliczce znajdujemy świetną włoska restaurację ze wspaniałą pizzą i winem. 

Ateny 

Ateny

Rano wyruszamy i bez problemu docieramy do Mariny Kalamaki. Szybki klar i oddajemy łódkę. Wychodzi drobny zgrzyt - okazuje się, że uszkodzone jest wiosło od pontonu. Ponieważ w ogóle go nie używaliśmy, wniosek jest prosty - dostaliśmy takie na Rodos. Było tak schowane pod pontonem, że tego nie zauważyliśmy. Nasz błąd. Na szczęście przedstawiciel armatora stwierdza, że ponieważ jest to jedyne uszkodzenie, nie będzie nas tym obciążał. Kaucja wraca w całości.

Ewakuujemy się z mariny autobusem (uwaga:w autobusie nie można kupić biletów i nikt nie wie gdzie je nabyć w pobliżu). Udaje nam się kupić od ludzi w autobusie i spokojnie dojeżdżamy do centrum. 
Zarezerwowane wcześniej przez Internet 2 pokoje w hotelu Fivos czekają i są w miarę przyzwoite. Przy cenie ok. 10 EUR za osobę (ze śniadaniem!) to bardzo dobra opcja, zwłaszcza, że na Plakę stąd dwa kroki. 
Dwa dni zwiedzania Aten zaczynamy od wizyty w naszej ulubionej tawernie, gdzie starszy pan spokojnie nalewa Metaxę ze starych beczek. Gorąco polecam. Adresu nie pamiętam - trafiamy tam już na pamięć, ale włócząc się po Place na pewno tam traficie. 

--------------------------------------

Dziękujemy firmie Azymut za sprawne załatwienie czarteru po rewelacyjnej cenie!

Kilka uwag: 
a) Firma Vernicos Yachts - właściciel jachtu, to duży armator, godny polecenia. Poza jednym wspomnianym drobiazgiem, rozstrzygniętym na naszą korzyść, nie było żadnych problemów Sprzęt nowy, wyposażenie bez zarzutu. Obsługa szybka, przedstawiciele przyjaźni i uczynni. 
b) Kursu one-way Rodos Ateny raczej nie polecamy. Non stop bardzo ostre kursy i wiatr 5 do 7 B, więc wywiało nas strasznie. Poza pierwszymi dniami rejsu o plażowaniu nie było mowy. 
c) Warto mieć parę przejściówek - do prądu i do wody. Nie zawsze są na jachcie i mieliśmy problemy z podłączeniem węża lub kabla. W marinach standard gniazda elektrycznego to 3 dziury, więc standardowa wtyczka nie pasuje. 

Jacek Lewiński

Więcej zdjęć z rejsów po Dodekanezie i Cykladach patrz: Rejs Dodekanez Cyklady -2005 

Powrót do "Relacji z rejsów"

AZYMUT
Ul. Lucjana Rudnickiego10/71, 01-858 Warszawa
E-mail: azymut@azymutczarter.com.pl
Tel/fax: 022/639 74 74; kom. 0-602 468 455